Przedstawiamy Wam Modlitwę Narodowych Sił Zbrojnych. Ciarki na plecach!

3
Modlitwa NSZ.

Przedstawiamy Wam Modlitwę Narodowych Sił Zbrojnych. Ciarki na plecach! "Panie Boże Wszechmogący, daj nam siłę i moc wytrwania w walce o Polskę, której poświęcamy nasze życie. Niech z krwi niewinnie przelanej braci naszych, pomordowanych w lochach gestapo i czeki, niech z łez naszych matek i sióstr, wyrzuconych z odwiecznych swych siedzib, niech z mogił żołnierzy naszych, poległych na polach całego świata, powstanie Wielka Polska. O Mario, Królowo Korony Polskiej, błogosław naszej pracy i naszemu orężowi. O spraw miłościwa Pani, patronko naszych rycerzy, by wkrótce u stóp Jasnej Góry i Ostrej Bramy zatrzepotały polskie sztandary z Orłem Białym i Twym wizerunkiem. Amen."

Opublikowany przez Chwała Polskim Bohaterom Niedziela, 3 czerwca 2018

Modlitwa NSZ

“Panie Boże Wszechmogący,
daj nam siłę i moc wytrwania
w walce o Polskę,
której poświęcamy nasze życie.

Niech z krwi niewinnie przelanej braci naszych,
pomordowanych w lochach gestapo i czeki,
niech z łez naszych matek i sióstr,
wyrzuconych z odwiecznych swych siedzib,
niech z mogił żołnierzy naszych,
poległych na polach całego świata,
powstanie Wielka Polska.

O Mario, Królowo Korony Polskiej,
błogosław naszej pracy i naszemu orężowi.
O spraw miłościwa Pani,
patronko naszych rycerzy,
by wkrótce u stóp Jasnej Góry i Ostrej Bramy
zatrzepotały polskie sztandary z Orłem Białym
i Twym wizerunkiem. Amen.”

Podatkowy eksodus Polaków

0
podatkowy eksodus

Wygląda na to, że w Polsce szykuje się podatkowy eksodus. Prawdopodobnie wiele rodzin, nie pojedynczych osób ale całych rodzin, opuści Polskę w najbliższym czasie. Przyczyną tego stanu rzeczy staną się zmiany w prawie podatkowym.

Od 1 lipca 2018 roku wejdzie w życie wielostronna konwencja podatkowa MLI (Multilateral Instrument to Modify Bilateral Tax Treaties), która bezpowrotnie zmieni dotychczasowe reguły fiskalne dotyczące unikania podwójnego opodatkowania. Zmiany będą dotyczyły zarówno zwykłych podatników, jak i krezusów, celebrytów oraz firm. Dla zwykłego Kowalskiego, zarabiającego za granicą, ale posiadającego rodzinę w Polsce, będzie oznaczać zmianę metody unikania podwójnego opodatkowania na mniej korzystną.

Polacy pracujący za granicą, a posiadający związki z krajem (np. żona i dzieci mieszkające w kraju) to tzw. rezydenci podatkowi. Zasady unikania podwójnego opodatkowania dochodów takich osób regulowane są przez umowy międzynarodowe, w których dopuszcza sie dwie metody rozliczeń podatkowych: wyłączenia z progresją i zaliczenia proporcjonalnego. Dotychczas powszechnie stosowana była metoda wyłączenia z progresją jednak od 1 lipca 2018 roku Ministerstwo Finansów planuje zmienić metodę rozliczania we wszystkich umowach międzynarodowych na metodę zaliczenia proporcjonalnego.

Najlepiej zagadnienia podatkowe omawia się na przykładach, a więc przejdźmy do przykładów:

W przypadku metody wyłączenia osoba osiągająca dochody tylko w Wielkiej Brytanii, ale pozostająca polskim rezydentem podatkowym ze względu na ośrodek interesów życiowych (np. tu zamieszkuje małżonek oraz dzieci), nie ma obowiązku składania zeznania podatkowego w Polsce. Rozlicza się tylko na Wyspach.

W przypadku metody zaliczenia proporcjonalnego zawsze trzeba złożyć zeznanie w kraju, w którym uzyskuje się dochody oraz w Polsce wykazując w nim wszystkie dochody. Zaliczenie powoduje też, że jeśli stawka podatkowa za granicą jest niższa od polskiej, różnicę trzeba dopłacić w kraju. Jeżeli wynagrodzenie Polaka jest opodatkowane w państwie A według stawki 15%, a u nas uśredniona stawka podatkowa dla takiego dochodu wynosi 20%, to musi on dopłacić w Polsce pozostałe 5%. Mimo że jest to wynagrodzenie, które w całości uzyskał za pracę w państwie A.

Jak można uniknąć składania dodatkowego rozliczenia podatkowego w Polsce? Bardzo łatwo. Podpowiedź znajdziemy na stronie internetowej Ministerstwa Finansów. Na stronie resortu zapewniono, że Polacy, którzy przenieśli się za granicę razem ze swoimi rodzinami i tam pracują, w ogóle nie są objęci opodatkowaniem w Polsce, ponieważ zgodnie z umowami o unikaniu podwójnego opodatkowania nie są rezydentami dla celów podatkowych w Polsce.

Co powyższe oznacza w praktyce? Po pierwsze trzeba będzie zapłacić wyższe podatki, po drugie wiele rodzin unikając płacenia wyższych podatków wyjedzie za granicę. Oznacza to, że może pojawić się nowa fala masowej emigracji ponieważ ludziom pracującym za granicą, a mającym dom lub rodzinę w Polsce, może się nie opłacać płacić podatków za granicą i dopłacić daninę w Polsce. Tym sposobem Polacy aby uwolnić się od polskiego fiskusa będą masowo zabierać swoje rodziny, sprzedawać swoje domy i mieszkania i wyjeżdżać z kraju.

Przy dużej podaży ceny nieruchomości gwałtownie pójdą w dół, a kolejna fala emigracyjna przyczyni się do jeszcze większego zapotrzebowania na pracowników z Ukrainy, Białorusi czy Uzbekistanu. W tym miejscu warto wspomnieć o izraelskiej szlachcie oczekującej na swoje odszkodowania i … mamy komplecik. Wyludniony kraj opuszczony przez Polaków, w ich miejsce wchodzą jako lud pracujący Ukraińcy, Białorusini, Uzbecy i inni, a warstwę zarządzającą zapewnią wzbogaceni odszkodowaniami za mienie bezspadkowe przesiedleńcy z Izraela.

Kwitnący kraj przejęty. Cała operacja przeprowadzona bez wojny, bez masowych wysiedleń, bez przemocy za to w białych rękawiczkach metodami presji ekonomicznej i prawnej. Żaden Polak nie będzie mógł czuć pokrzywdzony, czy przymuszony. Po prostu dokonał wyboru zmieniając swoją sytuację życiową. Dla mnie majstersztyk.

Mam nadzieję, że ta wizja nigdy nie stanie się faktem, ale już niedługo zobaczymy, czy Polacy nie zachcą unikać płacenia podatków nogami, czyli po przez opuszczenie kraju.


źródła:

  • http://ksiegowosc.infor.pl/podatki/pit/pit/dochody-zagraniczne/782700,2,Zmiana-zasad-unikania-podwojnego-opodatkowania-od-lipca-2018-r-konwencja-MLI.html
  • http://www.rp.pl/Konwencja-MLI-nie-zagrozi-pracownikom
  • http://podatki.gazetaprawna.pl/artykuly/1069930,podatek-dochodowy-praca-za-granica.html
  • https://dorzeczy.pl/kraj/41182/Rzad-chce-sciagac-PIT-od-Polakow-pracujacych-za-granica.html
  • http://prawo.sejm.gov.pl/isap.nsf/DocDetails.xsp?id=WDU20170002104

RODO. Brońmy się przed absurdami

0
RODO

Pojawił się nowy powtarzany jak mantra trend, który nazywa się RODO. Jedni straszą i zacierają ręce, by naciągnąć na wydatki, a drudzy z przerażeniem zastanawiają się czy to już jest czas na likwidację swojej działalności. My stawiamy na zjednoczenie Polaków i na RODO OBRONĘ.

Prawnie RODO jest to dyrektywa unijna Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych Osobowych 2016/679, która wchodzi 25 maja 2018 roku we wszystkich krajach należących do Unii Europejskiej zastępując w Polsce Ustawę o ochronie danych osobowych. Jej zakres rozszerza się głównie na prowadzących strony internetowe oraz wszelaką działalność gospodarczą i kręci się wokół zbierania i przetwarzania danych osobowych.

Sposób zastraszania

Sposób na RODO jest taki. Rozpoczyna się rozmowę tym, że RODO dotyczy naszej działalności i że za niedostosowanie się do nowej dyrektywy grozi wysoka kara do 20 mln EUR. Proponuje się różnego rodzaju usługi szkoleniowe, prawne, informatyczne, które mają nas poprowadzić do – no właśnie do czego?

Jak było do tej pory?

Ustawa o ochronie danych osobowych funkcjonowała od 1997 roku i nikt w Polsce się nią specjalnie nie przejmował. Dotyczyła głównie instytucji, w których dodatkowy etat zwany ABI załatwiał sprawę, a zgłaszanie zbiorów do GIODO jak zaistniało, to było formalnością. Ewentualna kontrola była zazwyczaj zbywana stwierdzeniem, że Polityka Bezpieczeństwa Informacji “tworzy się”.

Jak chcą nas zniszczyć?

Po pierwsze sztucznie rozszerzając definicję co jest daną osobową. Absurdalnie ma nią być między innymi również wygląd, e-mail, telefon czy IP komputera, o ile można je powiązać z konkretną osobą. Już nie tylko pewniaki takie jak imię i nazwisko, dane teleadresowe czy PESEL.

Nie ma ściśle ustalonej definicji, czym są dane osobowe. Z art. 4 ust. 1 RODO “informacje o zidentyfikowanej lub możliwej do zidentyfikowania osobie fizycznej”. Osobą zidentyfikowaną jest osoba, której tożsamość można bezpośrednio ustalić. Osobą fizyczną możliwą do zidentyfikowania jest natomiast osoba, którą można pośrednio zidentyfikować, w szczególności na podstawie: imię i nazwisko, numer identyfikacyjny, nr PESEL w RP, dane o lokalizacji, identyfikator internetowy, jeden bądź kilka szczególnych czynników określających fizyczną, fizjologiczną, genetyczną, psychiczną, ekonomiczną, kulturową lub społeczną tożsamość osoby fizycznej. Dane, które należy uważać zawsze za dane osobowe to imię i nazwisko, PESEL i nr i seria dokumentu tożsamości.

Zastanówmy się. Pewnie zdjęcie osoby z tatuażem, tak jak opisywaliśmy to w artykule o tatuażu, jest już daną osobową!

Po drugie, na zebranie jakiejkolwiek z tych danych należy uzyskać zgodę właściciela.

Po trzecie i po wtóre takie dane muszą być “odpowiednio” chronione oraz podlegać “obowiązku informacyjnemu”, czyli w praktyce niekończący się proces papierkowania, który wysysa z nas całą inicjatywę działania oraz oczywiście uszczupli nasze dochody  .

Zaplanowane negatywne skutki mają swój cel

Możliwość zniszczenia niezależnych firm, blogerów, stron internetowych, a pozostałych zmuszenie do przeniesienia swojej działalności na centralne, międzynarodowe, korporacyjne tereny, które oczywiście będą spełniał wymagania RODO, ale które będą zapewniały totalną kontrolę naszej działalności, naszych zachowań i myśli.

Nie dajmy się zastraszyć, przygotujmy tych kilka papierków

Głowa do góry! Twórzmy bazę wiedzy, która pomoże najpierw przygotować podstawowe dokumenty, mechanizmy chroniące dane a następnie zbierajmy informacje kto i jak będzie nas bronił przed nadinterpretacją przepisów o RODO w przypadku kontroli.

RODO OBRONA do akcji!

Co nie podlega ochronie, i jak to uzasadnić?

Zastanowimy się czy każdy e-mail będzie daną osobową? Czy nie wystarczy oświadczenie, że podawany adres e-mail nie jest daną osobową, a jedynie kontaktem skrzynki współdzielonej np. biuro@piens.pl? Jeżeli nie każdy e-mail jest daną osobową, więc pierwsza spora grupa blogerów mogłaby ominąć nakazy wynikające z RODO przez blokowanie e-mail osobowych a dopuszczenie e-maili firmowych i współdzielonych. O to zapytamy się fachową kancelarię adwokacką.

Za nim to zrobimy, zajrzyjmy na chwilę do rozporządzenia art.4 pkt.1:

„dane osobowe” oznaczają informacje o zidentyfikowanej lub możliwej do zidentyfikowania osobie fizycznej („osobie, której dane dotyczą”); możliwa do zidentyfikowania osoba fizyczna to osoba, którą można bezpośrednio lub pośrednio zidentyfikować, w szczególności na podstawie identyfikatora takiego jak imię i nazwisko, numer identyfikacyjny, dane o lokalizacji, identyfikator internetowy lub jeden bądź kilka szczególnych czynników określających fizyczną, fizjologiczną, genetyczną, psychiczną, ekonomiczną, kulturową lub społeczną tożsamość osoby fizycznej; [1]

Już na pierwszy rzut oka widać, że jest tu luka.

…cdn


[1] Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016_679 z dnia 27 kwietnia

Amerykańska ustawa 447

7

Przegłosowana w amerykańskiej Izbie Reprezentantów ustawa 447 daje Departamentowi Stanu USA prawo do wspomagania organizacji międzynarodowych zrzeszających ofiary Holokaustu oraz wspierania ich w odzyskiwaniu żydowskich majątków, które nie mają spadkobierców. W rzeczywistości żydowskie organizacja pozyskały właśnie potężne narzędzie nacisku, którego mogą użyć głównie przeciwko Polsce.

Jeśli prezydent Donald Trump podpisze ustawę 447, Departament Stanu USA zobowiązany będzie do sporządzania cyklicznych raportów dla Kongresu. Mowa tam będzie o tym, jak poszczególne kraje odnoszą się do kwestii przekazania stronie żydowskiej mienia ofiar Holokaustu. Rząd amerykański będzie musiał wspierać roszczenia organizacji żydowskich.

Jeżeli ta ustawa zostanie uchwalona, to Polska zostanie wyszlamowana na ponad 300 miliardów dolarów. Stanisław Michalkiewicz

Na naszych oczach Polska zmienia się w Polin, a stojący u steru władzy nie podejmują żadnych przeciwdziałań. Trzeba jasno powiedzieć, że aktualnie robią wszystko żeby ogłupić tubylców i uspokoić nastroje społeczne.

– Chcę wszystkich uspokoić. Tak zwany JUST Act nie ma żadnego znaczenia prawnego, nie może być podstawą do jakichkolwiek roszczeń wobec państwa polskiego – mówił we wtorek, jeszcze przed głosowaniem przebywający za oceanem wicepremier Jarosław Gowin.

– Szanujemy emocje i uczucia amerykańskiej Polonii. Rozumiemy, że ta ustawa wzbudza bardzo duże zainteresowanie, natomiast nie uważamy, że ona będzie miała przełożenie na relacje polsko-amerykańskie. Ustawa ma charakter symboliczny, nie ma praktycznego znaczenia – twierdził wicemarszałek Senatu Adam Bielan.

Tymczasem trzeba bić na alarm.

Wydaje mi się, że komentarz Wojciecha Sumlińskiego doskonale oddaje stan zagrożenia w jakim znalazła się Polska.

Niech nam nikt nie opowiada bzdur i nie zaklina rzeczywistości mówiąc, że przegłosowana właśnie przez amerykański Kongres ustawa 447 – dająca prawo Departamentowi Stanu do wspomagania organizacji międzynarodowych zrzeszających ofiary Holokaustu oraz wspierania ich w odzyskaniu żydowskich majątków, które nie mają spadkobierców – nie ma żadnego znaczenia, bo gdyby nie miała znaczenia, Żydzi nie parliby tak mocno do jej przegłosowania.

Niech nam nikt nie mówi więcej o przyjaźni polsko- żydowskiej czy polsko – izraelskiej, bo czegoś takiego nie ma i nigdy nie było.

Przedsiębiorstwo Holokaust na naszych oczach, przy otwartej kurtynie, otwiera właśnie nowy rozdział, który ma doprowadzić do wydarcia z Polski miliardów dolarów i do popchnięcia naszego kraju na skraj przepaści, a tymczasem polscy decydenci vide wicepremier Jarosław Gowin – „ustawa nie ma znaczenia prawnego, nie może być podstawą do roszczeń” – czy szef MSZ Jacek Czaputowicz (ten sam, który za Grossem kłamliwie obciąża Polaków o mord w Jedwabnem) – „nie przywiązywałbym do ustawy zbytniej wagi, ponieważ Polska nie jest w niej wymieniona w nazwie i w treści” – strugają durniów i mydlą nam oczy.

Trzeba zdać sobie sprawę, że stajemy właśnie w obliczu bardzo poważnego zagrożenia i tylko od nas, od naszej determinacji i odwagi, zależy to, czy pozwolimy na dalsze naigrywanie się z prawdy, naszej historii i naszego prawa.

Opinia publiczna, to wielka siła, dużo większa, niż wielu mogłoby się wydawać i to od niej zależy, czy pozwolimy decydentom na dalsze upokarzanie naszego kraju i płaszczenie się przed Żydami, dla których fakty historyczne i polskie prawo nie mają żadnego znaczenia. Choćby wyło piekło i szatani – w tej sprawie, bez względu na wszystko, nie wolno nam ustąpić nawet na cal, bo od tego zależy nie tyle los następnej kadencji – jak patrzą politycy – ile los następnych pokoleń. NON POSSUMUS.


Posłuchaj także: o “rekompensacie” z ust Szewacha Weisa, a którą wzmacnia Ustawa 447


źródła:
http://prawy.pl / 69989-wojciech-sumlinski-przedsiebiorstwo-holokaust-otwiera-nowy-rozdzial
https://www.salon24.pl/u/wojciechsumlinski/861703,zydowska-hucpa-w-stadium-finalnym-non-possumus
https://www.pch24.pl/niebezpieczna-ustawa-447-przeglosowana-w-kongresie-usa,59802,i.html

Idźcie zobaczyć film “Paweł – apostoł Chrystusa”

2

Idźcie zobaczyć film, gdzie Jim Caviezel gra św. Łukasza, ten sam Jim, który grał Jezusa w filmie “Pasja” Mela Gibsona. Idźcie zobaczyć film “Paweł – apostoł Chrystusa”, którego wyświetlenie zakazano w Anglii. W kinach w Polsce od 4 maja.

Zachętą do obejrzenia filmu niech będzie ten wspaniały wykład, jakiego udzielił Jim Caviezel do młodzieży na #SLS18 o tym jak stać się wojownikiem ożywiony wiarą. Posłuchajmy.

Jim mówi tak [po 2 min. wprowadzenia przez konferansjerów]:

Imię Szaweł oznacza “wielki”.  Imię Paweł oznacza “mały”.  Na wszystkich etapach tego filmu nauczyłem się, że można się zmienić. Możemy być wielcy w oczach Bożych, ale ta zmiana wymaga, abyśmy byli małym, jeśli chcemy być wspaniali. To jest droga świętych, to jest droga do świętości. I na tej drodze Szaweł został świętym Pawłem. Powołania nadchodzą kiedy najmniej się ich spodziewamy.

Dobrze pamiętam moje powołanie. Miałem takie doświadczenie. W wieku 19 lat kiedy siedziałem w kinie w moim rodzimym mieście Mt. Vernon w Waszyngtonie. Film się skończył, a ja tam tak siedziałem w ciemności. Znałem się tylko na koszykówce. Wtedy poczułem w sercu, że może powinienem zostać aktorem, Zastanawiałem się, czy to jest to, co Bóg przygotował dla mnie. Czy to jest to, czego Bóg ode mnie chce. Tak. ale wtrąciła się moja racjonalność:  nie wiedziałem nic o aktorstwie, o agentach, o menedżerach, nie mogłem zapamiętywać by uratować życie. Ale wciąż tak trwało przeświadczenie, że zostałem wezwany.

Wiosną 2000 r. zaproponowali mi rolę Edmunda Dantesa w filmie Hrabia Monte Christo. To była nowa adaptacja Dumasowej klasyki. Był to bardzo stresujący okres.  Po raz pierwszy sam musiałem unieść ciężar filmu, udało mi się wtedy nieco, dotknęło mnie co było związane z gwiazdorstwem i znalazłem się pośrodku tego, co chciałem osiągnąć przez długi czas, ale nie miałem pokoju.  Wszystko w tym filmie było walką.

Moja postać Edmunda Dantesa niesprawiedliwie uwięziony. Zarówno w książce jak i w filmie, wypisuje na ścianie: “Boże, daj mi sprawiedliwość”. Mimo wszystkich niesprawiedliwych osądom. Ten samotny człowiek postanawia uwolnić się i przezwyciężać zło, nawet zło, które nosi w swoim wnętrzu. Jest cudowna scena, między Edmundem a innym więźniem, kapłanem, granego przez utalentowanego Richarda Harrisa. Na dnie, w chwili prawdziwej rozpaczy,  kiedy umierający ksiądz upada na podłogę w swojej ostatecznej agonii, zwraca się do Edmonda i mówi: Twoja ostatnia lekcja: “Nie popełniaj przestępstwa, za które teraz odsiadujesz.” Pamiętaj, że Bóg powiedział, że “zemsta należny do mnie”. A ja mu wtedy mówię: “Ale ja nie wierzę w Boga”. Mówi, “To nie ma znaczenia, Edmond: On wierzy w ciebie.”

I On wierzy w nas.

Bóg kocha nas każdego osobiście, i On jest dla nas, nawet w najgłębszych chwilach rozpaczy.

Po nakręceniu Montecristo, w niewytłumaczalny sposób otrzymuję telefon, zadzwonił do mnie Mel Gibson. Mój agent nie zadzwonił, mój menedżer nie zadzwonił i nie znał Mela Gibsona i ja nie znałem Mela Gibsona. Nie szukałem żadnej roli, ponieważ nikt nie wiedział o jego planach. Mel Gibson, on chce, abym odegrał rolę Jezusa Chrystusa. Chodzi mu o to, że chce faceta o nazwisku, który ma akronim JC i kto przypadkiem ma 33 lata. Czy to przypadek? Nie wierzę. Czy Twoje życie jest zbiegiem okoliczności? Wszystko stało się szansą.

Może niektórzy z Was są teraz w depresji, lub zagubieni, niepewni przyszłości, cierpiący ból.

To nie jest czas, aby się poddawać lub pozwolić sobie na pokonanie.

Kiedy byłem na krzyżu, dowiedziałem się, że naszym cierpieniem jest nasze odkupienie. Pamiętaj, że sługa nie może być większy niż jego Pan. Każdy z nas musi nieść swój własny krzyż. Jest cena za naszą wiarę, za nasze uwolnienie. Zostałem dosłownie biczowany, ukrzyżowali mnie, nawet błyskawica, uderzenie pioruna zdarzyła się tam na krzyżu. Tak miałem operację na otwartym sercu: tak się dzieje po 5 i pół miesiącach od hipotermii. Pewnego dnia, podczas filmowania, moje ramię zostało uwięzione pod tą ciężką belką, i nagle ktoś pociąga w przeciwnym kierunku, mięśnie są skręcone, ramię zostało oddzielone od ramienia, upadłem na ziemię, i moja głowa spada tam w piasek. Te ujęcie pozostaje teraz w filmie. Później, w filmie, Jego ręka jest rozczłonkowana. Cóż, teraz wiem,  jak to się czuło. Każdego dnia musiałem wyciągać to drewno, to było jak pokuta, raniłem ramię, rozdzierając moje ciało i godzina po godzinie, ważył coraz więcej. A jeśli to zostałoby sfilmowane w studio, nigdy nie widziałbyś takiej intensywności. To cierpienie uczyniło moją reprezentację Męki, jak prawdziwie cierpienie przynosi samo życie.

Teraz niektórzy z nas, wy ich znacie, lgną do fałszywego chrześcijaństwa, pięknych słów, nazywam go, “szczęśliwym Jezusem” i chwały.  Bracia, było dużo bólu i cierpienia, wcześniej, przed zmartwychwstaniem. Twoja ścieżka nie będzie inna. Obejmij swój krzyż i pędź do przodu, w kierunku celu.

Chcę abyście poszli do tego pogańskiego świata, chcę abyście się odważyli wejść w ten pogański świat i bezwstydnie wyrazili swoją wiarę publicznie. Świat dzisiaj potrzebuje dumnych bojowników ożywionych swoją wiarą.

Wojownicy tacy jak święty Paweł i święty Łukasz, którzy zaryzykowali swoje imiona, swoją reputację, aby nieść wiarę, zanieść miłość Jezusa światu. Bóg wzywa każdego z nas, każdego z Was do czynienia wielkich rzeczy każdego dnia. Ale jak często nie potrafimy odpowiedzieć i ignorujemy Jego głos, jakby to była przelotna myśl! Nadszedł czas, aby nasze pokolenie przyjęło to wezwanie. Wezwanie Boga wzywające nas wszystkich, aby mu się oddać. Zobaczyć tę łagodną dłoń, prowadzącą cię w drodze. Ale najpierw musicie zobowiązać się do rozpoczęcia modlitwy, do postu,studiować Pismo Święte. I zobowiązując się poważnie traktować najświętsze sakramenty.

Nasza kultura obecnie jest kulturą w upadku, jako społeczeństwo jesteśmy w niebezpieczeństwie ulegania naszym ekscesom. Cały świat utknął w grzechu. I tam w ciszy serca Bóg woła do każdego z nas, abyśmy całkowicie mu się oddali. I jak często Go ignorujemy, ignorujemy to słodkie wezwanie.

Wielki święty z Auschwitz, Święty Maksymilian Kolbe, powiedział, że obojętność, to największy grzech XX wieku. To prawda, ale bracia i siostry, to również największy grzech XXI wieku. Musimy wstrząsnąć tą obojętność, tę destrukcyjną tolerancję zła. Wymaga to wojowników, którzy potrafić będą zaryzykować nawet własną reputację, życie, aby bronić dzisiaj prawdy.

Oddzielcie się od tego zepsutego pokolenia.

Bądźcie świętymi, nie byłeś stworzony, żeby się dopasować, urodziłeś się, by się wyróżnić.

Teraz w naszym kraju jesteśmy szczęśliwi tylko, gdy robimy to co inni. Teraz mamy kult wolności, w którym wszystkie opcje są takie same, bez względu na konsekwencje. Czy myślisz, że to naprawdę jest prawdziwa wolność?

Papież Jan Paweł II wielki powiedział: “Demokracja nie może istnieć, bez wspólnego zaangażowania, w pewne prawdy moralne dotyczące osoby ludzkiej i ludzkiej społeczności. Podstawowe pytanie stawiane przed demokratycznym społeczeństwem jest takie: Jak powinniśmy żyć razem? Szukając odpowiedzi na to pytanie, czy społeczeństwo może wykluczyć moralną prawdę i moralne rozumowanie? Każde pokolenie musi wiedzieć, że ta wolność nie istnieje po to, ażeby robić to co chcesz, ale byś miał prawo robić to, co powinieneś. Oto wolność, której pragnę dla ciebie: Wolność od grzechów, wolność od swoich słabości, wolność od bycia niewolnikiem narzuconej nam przez grzech. To wolność, za którą warto oddać życie.

To mi przypomina, z tego co Mel Gibson uchwycił w swoim filmie Braveheart – Waleczne serce, który zdobył Oscara. Kiedy powiedział swojej improwizowanej armii i mówię Wam dziś: “Widzę tutaj całą armię moich rodaków, przeciwstawiając się tyranii. Przybyliście  walczyć jako wolni ludzie, a wy jesteście wolnymi ludźmi. Co byś zrobił bez wolności? Walczyłbyś. Oni mówią: “Nie. Uciekniemy, ale będziemy żyć”. “Walczcie i możecie umrzeć. Uciekając będziecie żyć, przynajmniej jakiś czas. Umierając w swoich łózkach wiele lat później wiele dalibyście za to, żeby mieć jedną szansę, aby wrócić tu i powiedzieć naszym wrogom, że możecie odebrać nam nasze życie, ale nigdy nie odbierzecie nam naszej wolności!” Każdy człowiek umrze, ale nie każdy człowiek naprawdę żyje.” Ty, ty, ty, my wszyscy musimy walczyć o tę autentyczną wolność i żyć moi przyjaciele! Przez Boga musimy żyć z Duchem Świętym jako waszą tarczą, i z Chrystusem jako waszym mieczem, aby towarzyszyć św. Michałowi Archaniołowi i wszystkim jego aniołom w posłaniu Lucyfera i jego sługusów prosto z powrotem do piekła, tam gdzie ich miejsce!

Szaweł znaczy wspaniały. Co znaczy Paweł? Mały. Więc jeśli chcemy być wielcy w oczach Boga, to musimy umniejszyć, czym musimy być? Małymi. Niech Bóg was kocha i prowadzi was przez wszystkie dni waszego życia. Niech wam Bóg błogosławi!


Więcej o Jim’ie Caviezel’u i filmie

Zwiastun z wersji polskiej filmu “Paweł, apostoł Chrystusa”

 

Rozmowa z Jim Caviezel o filmie  “Paweł – apostoł Chrystusa”

 

Spotkanie z ks. Piotrem Glasem, w którym wspomina wykład Jima w #SLS18 i daje za wzór księżom, którzy mogliby tak wspaniale mówić kazania

Roboty z Bostonu – dokąd zmierza nauka?

0
The robots of Boston Dynamics

Meet all the robots of Boston Dynamics.

Opublikowany przez CNET Środa, 18 kwietnia 2018

Zobaczcie sami Państwo, co potrafią skonstruowane już dziś roboty. Trzeba przyznać, że poziom ich “funkcjonalności” jest coraz większy.

Może już czas, aby na poważnie zastanowić się nad tym, o co apelują bardziej świadomi naukowcy, aby w rozpędzie tworzenia nie zapomnieć o całkowitej ich kontroli.

Znany fizyk-teoretyk Michio Kaku uważa, że roboty posiadają dziś inteligencję robaka, ale z biegiem lat zaczną dorównywać szczurom, psom i małpom a pod koniec obecnego wieku prawdopodobnie będą w stanie wyprzeć ludzi.Fizyk-teoretyk twierdzi, że inteligentne maszyny powinny mieć wbudowane czipy, dzięki którym uzyskamy nad nimi pełną kontrolę. Gdyby kiedykolwiek przyszły im do głowy jakieś “zabójcze myśli” to w każdej chwili będziemy mogli je po prostu wyłączyć.

Jednak zagrożenie bardziej prawdopodobne jest z innej strony. Stephen Hawking jako jeden z nielicznych naukowców miał odwagę publicznie powiedzieć, że ludzie sami sobie zagrażają w wystarczającym stopniu, aby doprowadzić do upadku cywilizacji. Również za pomocą robotów.

Antysemityzm jako polski znak towarowy

0

Jeszcze przed Marcem ’68 jeden z moich znajomych -światowej sławy skrzypek- mówił swoim kolegom (szeptem, aby nie narażać się na zarzut antysemityzm ‘u), że artystom pochodzenia żydowskiego jest łatwiej w zawodzie, ponieważ 90 % impresariów to Żydzi. Znaczy to tylko tyle, że z dwóch jednakowo zdolnych wirtuozów większe szanse na zrobienie kariery ma artysta pochodzenia żydowskiego. Czy stwierdzenie takich twardych faktów wyczerpuje już znamiona antysemityzmu?

Zdaniem pani ambasador Azari w Polsce łatwo „obudzić demony antysemityzmu”. Z jej słów wynika, że jesteśmy odrażający i źli, bo „tylko w Polsce wydarzył się Marzec ’68”.
Sądzę, że nic już nie jest w stanie zaszkodzić naszej reputacji, więc możemy się zwolnić z autocenzury.

Byłoby miło, gdyby ambasadorem był ktoś wykazujący pewną empatię dla Polski (z pewnością tacy ludzie istnieją), a już obowiązkiem urzędnika tej rangi jest zaznajomienie się z historią kraju, w którym wypadło mu służyć. Pani Azari powinna wiedzieć, że czystki etniczne były wynikiem porachunków frakcyjnych wewnątrz partii komunistycznej. Rzekomy antysemityzm Polaków nie miał z tym nic wspólnego.

Byłem świadkiem wydarzeń marcowych w Warszawie i pamiętam je jako protest przeciw zdjęciu ze sceny przedstawienia „Dziadów” w Teatrze Narodowym. W akademikach zbierano podpisy pod petycją z żądaniem przywrócenia spektaklu. Do naszego najmniejszego w Warszawie akademika (30 studentów) przy ul. Górnośląskiej przyszła wieczorem dziewczyna z listą. Mówiła, że zamierzają zebrać 10 tys. podpisów. U nas nie było wielu chętnych do firmowania własnym nazwiskiem petycji (oprócz mnie podpisało tylko 2 kolegów). Łatwiej przychodziło „wyprowadzenie” studentów na ulicę. Gdy okazało się, że zebrano tylko 3 tys. podpisów, a studentów wyrzucają z uczelni, powiało grozą. Dlatego na wiec w auli uczelni i spotkanie z delegacją uniwersytetu (Adam Michnik, Barbara Toruńczyk) przyszli wszyscy. Mimo apelu rektora o spokój i rozwagę z uwagi na „złożoność sytuacji”, dla nas sytuacja była prosta. Uchwaliliśmy petycję wzywającą władze do przyjęcia z powrotem relegowanych kolegów (Michnik, Szlajfer) i przywrócenia przedstawień „Dziadów”, bo „Mickiewicz to nasz narodowy poeta”. Podczas naszych wielogodzinnych obrad pod gmachem uczelni stały 2 autobusy z napisem „Wycieczka”, na którą przyjechał tzw. „aktyw robotniczy” z pałkami.
Byłem wówczas na dyplomowym roku w Państwowej Wyższej Szkole Muzycznej (obecny Uniwersytet Muzyczny). Wtedy udało mi się uniknąć „gniewu ludu”, a „karząca dłoń ludowej sprawiedliwości” uzbrojona w gumową pałkę dosięgła mnie dopiero w komunistycznym więzieniu w1982 roku.
Już po „Marcu” zaprzyjaźniłem się ze studentką o wybitnie semickim wyglądzie. Szczyciła się tym, że miała przodków rabinów. Na moje pytanie, czy istnieje u nas antysemityzm, odpowiedziała – „teraz już nie”.

Antysemityzm – polska specjalność

Choć dla większości Polaków Żydzi są całkowicie obojętni („siedzą gdzieś w Warszawie po ministerstwach i redakcjach”), to antysemityzm obok wódki, Chopina i kiełbasy jest najbardziej rozpoznawalnym w świecie polskim „znakiem towarowym”. Dlatego nie uwzględniano naszych próśb o ekstradycje zbrodniarzy stalinowskich, którzy po ucieczce z Polski („wypędzeniu”) w 1968 roku znaleźli azyl w Szwecji ,czy Wielkiej Brytanii. Motywowano, że z uwagi na antysemityzm, obywatele pochodzenia żydowskiego są pozbawieni szans na uczciwy proces w Polsce.
Ale antysemityzm nie jest zjawiskiem specyficznie polskim. Historia zna przypadki niechęci do Żydów już w czasach biblijnych, a więc jeszcze przed pojawieniem się Polski. Izraelita Józef pozyskał zaufanie faraona, lecz ziomkowie Józefa, uzyskawszy uprzywilejowaną pozycję, wkrótce stali się uciążliwi dla Egipcjan. Ciąg dalszy opisany jest w Księdze Wyjścia. To najstarszy historyczny przekaz o antysemityzmie.
Wydaje się, że ze względu na swoją ekspansywność Żydzi nie cieszą się specjalną sympatią narodów, wśród których znaleźli gościnę. Niektórzy (antysemici?) uważają nawet, że Żydzi mają tendencję do panoszenia się w kraju gospodarza…
Faktem jednak jest, że Żydów wyrzucano z wielu krajów Europy, a swoją „ziemię obiecaną” znaleźli dopiero w Polsce.

Rosja dbała zawsze o staranne skłócenie narodów ujarzmionych przez siebie i dlatego Rosjanie mają długą tradycję w wytwarzaniu i pielęgnowaniu antysemityzmu wśród Polaków i Ukraińców. Ale prawdziwą maestrią w dziele skłócenia Polaków z Żydami wykazali się dopiero sowieci w 1945 roku powierzając polskim Żydom-komunistom administrowanie świeżo zdobytym krajem.

Często mówi się o „nadreprezentacji” Żydów w gremiach kierowniczych tej namiastki polskiej państwowości – sowieckiego protektoratu znanego jako PRL. Ponieważ obywatele pochodzenia żydowskiego stanowili ok. 1 % populacji ówczesnej Polski, to trudno mówić o „nadreprezentacji” w Komitecie Centralnym PZPR – a więc w centralnym organie władzy – gdzie ich ilość w 1948 roku dochodziła do 70 %!
Są relacje, że towarzysze czasem przechodzili na jidisz chcąc się porozumieć w kwestiach zbyt istotnych, by wiedzieli o nich mniej ważni członkowie KC. Nic dziwnego, że ci mniej ważni odegrali się w 1968 roku. Nastąpiło wówczas tzw. „wyrzucenie Żydów”, czyli pozbawienie ich intratnych stanowisk. Ci, którzy deklarowali chęć opuszczenia kraju, dostawali paszport bez prawa powrotu.
Nikt nie prześladował pianisty, docenta na mojej uczelni – Ryszarda Baksta – wyjechał i natychmiast został profesorem londyńskiej Royal Academy of Music. Podrzędne stanowisko w Warszawie zamienił na prestiżowe w Londynie.
Cały ten wątek „martyrologiczny”, mówienie o „zerwaniu ciągłości nauki polskiej” jest przesadą, a już porównywanie Marca ’68 do Katynia przez red. Michnika jest wręcz bezczelnością.
Mało kto sobie zdaje sprawę, że czystki na uczelniach w latach 1986 – 1987 przewyższały te marcowe, ale nie mówi się o „zerwaniu ciągłości”. Prezydent Duda wzruszająco przemawiał do emigrantów 1968 roku: „Tym, którzy zostali wtedy wypędzeni, i rodzinom tych, którzy zginęli, chcę powiedzieć: proszę, wybaczcie, proszę, wybaczcie Rzeczypospolitej, proszę, wybaczcie Polakom, wybaczcie ówczesnej Polsce za to, że dokonano tego haniebnego aktu.” (…) „ co za żal, co za stratę ponosi dzisiejsza Rzeczpospolita, że Was dzisiaj z nami nie ma”.
Nawiasem mówiąc w rewolcie 1968 roku nie było ofiar śmiertelnych, choć osobiście znałem takich, co zostali spałowani (akurat nie byli pochodzenia żydowskiego).
Czy ktoś kiedyś wypowie podobne słowa w odniesieniu do miliona Polaków, którzy opuścili kraj w latach osiemdziesiątych i pracowali później gdzieś przy azbestach? Może nie byli tak błyskotliwi jak stalinowscy naukowcy w rodzaju Baumana, Brusa, czy Schaffa, którzy natychmiast zrobili kariery na zachodnich uczelniach. Wydaje się jednak, że talenty tych ostatnich mogły być wspomagane przez etniczną solidarność wpływowych ziomków, bo w ciągu 2 tys. lat diaspory, Żydzi wykształcili pewną „technologię” radzenia sobie w środowiskach nie zawsze przyjaznych.
Choć osób pochodzenia żydowskiego jest już w Polsce znacznie mniej niż po wojnie, mechanizmy tej „technologii” można prześledzić wyraźnie i dziś np. w „zawodzie” dyrektora teatru.

Pod parasolem lobby

„Zawodowy” dyrektor teatru pan A.R jest z pewnością człowiekiem utalentowanym, ale utalentowanych jest znacznie więcej, niż dostępnych teatrów, więc aby otrzymać dyrekcję, dobrze jest mieć kogoś życzliwego (lub kilku) w ministerstwie. W jego życiorysie zamieszczonym w Wikipedii jest informacja o studiach w Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej w Krakowie (wiadomość, że studiów nie ukończył jest taktownie przemilczana). Po debiucie w ruchu amatorskim i epizodzie pracy w charakterze aktora, został dyrektorem teatru w Gorzowie. Wkrótce zaczął również reżyserować (reżyseria – to ukoronowanie studiów teatralnych – formalnie można ją studiować po ukończeniu innego kierunku). Następnie obejmował dyrekcje teatrów w Olsztynie, Koszalinie, Szczecinie, Lublinie, by ostatecznie wylądować w Warszawie. Lecz tu okazało się, że wszystkie teatry mają już dyrektorów, więc R. czynił starania o powołanie nowego teatru…
Ponieważ dyrektor R. „teatr swój widział ogromny” zwykł był realizować na koszt państwowego mecenasa niezwykle drogie, pożerające budżet przedstawienia. Było to na ogół przyczyną częstych zmian jego miejsca pracy ( Wikipedia: „odszedł po konflikcie z partyjnymi władzami województwa”).
Poznałem pana A.R. podczas jego dyrektorowania w Koszalinie. Wystawialiśmy sztukę muzyczną. Jako kierownik muzyczny teatru już przygotowałem 4 – osobowy zespół akompaniujący, gdy dyrektor oznajmił: – „będziecie mieć jeszcze jednego muzyka”. Nie zdołałem przekonać dyrektora, że nie jest potrzebny piąty muzyk, miejsca na scenie mało, aranże już gotowe itp.
Ziutek nie był zawodowym muzykiem, ale był właścicielem gitary, na której okazjonalnie grywał na imprezach towarzysko – plenerowych. Znosił cierpliwie złośliwości kolegów muzyków, którzy wyłączali mu wzmacniacz, chowali nuty itp. Wkrótce Ziutek otrzymał propozycję skomponowania muzyki do jednej sztuki w myśl zasady „komponować każdy może, trochę lepiej, trochę gorzej”. Mając teraz w życiorysie pracę w profesjonalnym teatrze, kariera Ziutka wstąpiła na szybką ścieżkę. Został dyrektorem klubu studenckiego Hybrydy- widocznie w Warszawie nie było odpowiedniego kandydata, więc poszukano w Koszalinie. Pogłoskom, że wyjechał do Izraela nie dałem wiary – życie w tamtym kraju jest trudne ( za dużo Ziutków). Poza tym nie można prowadzić duszpasterstwa akademickiego ( i taką pozycję ma Ziutek w swoim życiorysie). Na jego stronie FB można wyczytać: „Mgr filologi polskiej, kompozytor, multiinstrumentalista (gitara, flet prosty, sitar), autor tekstów, tłumacz (włoski, rosyjski, angielski), zajmuje się pośrednictwem handlowym, interesuje się filozofiami wschodu i jogą”. Poza tym pisuje na portalu Libertas, wspiera KOD w walce o demokrację, niepokoi się sytuacją w Kościele Katolickim (jego zdaniem Kościół oderwał się od chrześcijaństwa), a także wzrastającym antysemityzmem (dowodem na to jest zakłócenie wykładu mjr Baumana przez narodowców).
Chciało by się powiedzieć: „Ziutek! Nie chodzi o Żyda Baumana tylko o funkcjonariusza NKWD ze zbrodniami na sumieniu”
Z perspektywy lat miło wspominam Ziutka (milej niż dyrektora R.). Choć jego karierze pomogły „siły nieczyste” (co może irytować), dobrze, że tak barwne postaci są wśród nas. Bez nich życie byłoby szare i mdłe.
U dyrektora R. rozpoczęli kariery także inni artyści – m.in. Agnieszka Holland, jej mąż Laco Adamik i Feliks Falk, którzy wkrótce sami zaczęli reżyserować. Reżyserowanie (niekoniecznie na niwie sztuki) jest ulubionym zajęciem osób pochodzenia internacjonalistycznego.
Kariera artysty z „turbodoładowaniem” uświetniona jest nagrodami na festiwalach i usłana dobrymi recenzjami. (jeśli recenzent bywa marudny, może stracić pracę – szybko znajdzie się inny lepiej doceniający walory artystyczne przedstawień). Reżyser wspomagany wpływowym lobby ma szansę na rozwój artystyczny, inni mają „pod górkę” i często „lądują” na etacie instruktora teatralnego w domu kultury.

Historyczne pojednanie „natolińczyków” z „puławianami”

O tym jak niebezpieczne jest naruszenie „parasola ochronnego” przekonał się minister rządu Jana Olszewskiego – Jerzy Kropiwnicki. „Odziedziczył” on po poprzednim ministrze Kuroniu kilku wiceministrów. Wśród nich była posłanka opozycyjnej Unii Demokratycznej. A więc była ona równocześnie w rządzie i opozycji będąc „za, a nawet przeciw”. Aby zapobiec sytuacji, w której przedstawiciel ministerstwa referuje propozycje rządu, a następnie biegnie do ław opozycji i głosuje przeciw, Kropiwnicki zdymisjonował panią wiceminister. Rozpętała się burza. Prasa pisała o atmosferze Marca ’68, zarzucano rządowi nacjonalizm, a ministrowi antysemityzm.
Minister Kropiwnicki nie wiedział (my wszyscy też), że przy wódce w Magdalence nastąpiło historyczne pojednanie skłóconych w 1968 roku frakcji, a Cz. Kiszczak powierzył „puławianom” ( „żydokomunie”), którzy już wówczas stali się „opozycją demokratyczną”, kształtowanie myślenia Polaków czyli tzw. „zarządzanie postrzeganiem”.
Władze komunistyczne wykazały się wielką gorliwością przy tworzeniu „pierwszej opozycyjnej gazety między Łabą a Pacyfikiem” (lokal , telefony, przydział papieru, druk). W zamian natolińczycy („chamokomuna”) otrzymali pełną ochronę medialną przed lustracją, dekomunizacją, czy próbami karania zbrodniarzy komunistycznych. Skutecznie przekonano Polaków, że komuny nie ma (Br. Geremek:“Komunizm? Partia komunistyczna? Te rzeczy już nie istnieją”), więc karanie będzie tylko „zaspakajaniem żądzy zemsty” (cytat z sędziego TK mgr Stępnia).
Współdziałanie pogodzonych koterii komunistycznych widać wyraźnie w walce o „niezawisłość sądów”. „Grupa trzymająca sądy” skutecznie zabezpieczała red. Michnika przed tymi, którzy próbowali go krytykować. Redaktor wytaczał dziesiątki procesów i wszystkie je wygrywał. Do podręczników powinno trafić uzasadnienie wyroku sędzi Agnieszki Matlak, która „w imieniu Rzeczpospolitej Polskiej” stwierdziła: “Negatywne treści na temat Adama Michnika redaktora naczelnego Gazety Wyborczej oraz wydawcy tej gazety Agory S.A. są sprzeczne z zasadami współżycia społecznego” (negatywne treści to sobie można wygłaszać na temat Kaczyńskiego…).
Nic dziwnego, że wdzięczna „Gazeta Wyborcza” tak żywiołowo broni kształtu sądownictwa odziedziczonego po komunie.
I choć „puławianie” (a właściwie ich progenitura) po 1989 roku otrzymali potężne wsparcie od bliskich im ideowo i etnicznie światowych centrów finansowo – medialnych, to nie zdominowali „natolińczyków”. Obie frakcje zgodnie współdziałają „na odcinku” zwalczania aspiracji niepodległościowych Polaków.
Br. Geremek:“Uczucia narodowe były przez długi czas naturalnym odniesieniem przeciwko władzy, oznacza to, że niebezpieczeństwo istnieje, ale jesteśmy czujni i będziemy umieli stawić mu czoła. (…) Polityka dekomunizacji powoduje krzywdę ludzką, wzrost fanatyzmu, spiralę zemsty i nienawiści, powstaje więc sytuacja, w której pierwszy lepszy może sięgnąć po władzę.”
Jest zrozumiałe, że po władzę nie powinien sięgać „pierwszy lepszy”…

Innym dowodem na współpracę sił zainteresowanych, by Polacy nie „wybili się na niepodległość” jest TVN. Ulubiona stacja telewizyjna ludzi postępu została założona przez służby proweniencji moskiewskiej, a po przemianach własnościowych stała się bliska Kongresowi Żydów Amerykańskich nie zmieniając ani o jotę linii programowej i składu redakcji.
Tylko w wojsku przeprowadzono czystki „marcowe” skrupulatnie.Wojskowi nazwali to „odżydzaniem”. Z tego względu red. Sakiewicz nazwał byłego generała Jaruzelskiego największym antysemitą polskim. To jednak przesada – Jaruzelski był żołnierzem i tylko wykonywał rozkazy…

W „cywilu”, ze względu na swoją elastyczność i zdolności przystosowawcze, liczni „puławianie” przetrwali rok 1968 i nadal stanowili wpływową elitę. Przykładem może być „Polityka” – organ Komitetu Centralnego PZPR (najciemniej pod latarnią?), w której spora grupa publicystów pochodzenia żydowskiego przeczekała wszelkie zawirowania. Niektórzy pisują do dziś. Z okazji niedawnego jubileuszu pisma jej redaktor naczelny powiedział, że „Polityka” nigdy nie zmieniła swojej linii programowej. Komuniści i opozycja „demokratyczna” mają wspólne korzenie i wspólne interesy. Sam Michnik kilka lat wcześniej pisał o „fundamentalnej zbieżności interesów kierownictwa politycznego ZSRR, kierownictwa politycznego w Polsce i polskiej demokratycznej opozycji“.

„Mordowaliśmy, ale nie budowaliśmy obozów”

… bo byliśmy zbyt prymitywni, mordowaliśmy cepami, nie mieliśmy tak zdolnych chemików, żeby wymyślić tani, skuteczny i łatwy w użyciu preparat – cyklon B. Polscy konstruktorzy nigdy nie wpadliby na pomysł, żeby tłuszcz wytapiany ze zwłok odprowadzać specjalnymi rynienkami, by nie zalewał paleniska. Tyle mniej więcej można wywnioskować ze słynnych słów polityka PO.
Świadczą one o bezbłędnym wyczuwaniu międzynarodowego zapotrzebowania, bo istnieje pilne zapotrzebowanie na polskie zbrodnie. Na tym polu mamy tak mizerne dokonania w stosunku do sąsiadów…
Ale można liczyć na uczynnych polityków totalnej opozycji. Powiedzą wszystko, co trzeba. Będzie można powoływać się i cytować. Nie ulega wątpliwości, że z tych słów (i podobnych) zrobi się użytek. Już polscy mężowie stanu zaczynają pielgrzymować do Tel Awiwu. Na razie był pan Jaśkowiak i pani Lubnauer. W miarę zbliżania się terminu wyborów pojadą następni, by szukać poparcia w zamian za usługi w pompowaniu antypolonizmu.

Skąd się wziął antypolonizm u Żydów? Raczej nie wyssali go z mlekiem matki. Jeszcze kilkanaście lat temu były w Izraelu polskie księgarnie, a starsi Żydzi pamiętali o polskiej pomocy przy tworzeniu ich państwa. Oczywiście byli i tacy, którzy mieli złe (czy nawet tragiczne) doświadczenia w kontaktach z Polakami. Ale powszechna wrogość do Polski jest w Izraelu zjawiskiem nowym, które niestety pogłębia się w miarę postępu prac licznych badaczy Holokaustu.
Podobnie jak entropia, która według praw fizyki zawsze musi wzrastać, tak w miarę upływu lat wzrasta żydowski antypolonizm (a także ilość „ocalonych z Holokaustu”). Naukowcy cytują siebie nawzajem i naukowo wyszło im, że Polacy byli gorsi od nazistów. Szukałem w materiałach izraelskich jakichś nazwisk hańby – konkretnych nazwisk polskich zbrodniarzy. WSZĘDZIE powołują się tylko na Jedwabne i badania profesora Grossa…
Profesor Wolniewicz wykazał, jaka jest metodologia określania ilości ofiar zabitych przez Polaków i jak wyglądają „naukowe podstawy” obliczeń.
Wszystko zaczęło się 3.10.2011 od nominacji ministra kultury nowego dyrektora Żydowskiego Instytutu Historycznego. Został nim Paweł Śpiewak.
Profesor Wolniewicz pisze:

„Nowy dyrektor, powołując się na książkę o stosunku polskich chłopów do Żydów wydaną przez Barbarę Engelking, oznajmił: „z tych badań wynika, że z rąk Polaków zginęło w czasie wojny 120 tys. Żydów”. Dalej zaś powołuje się już na tę liczbę jak na ustaloną („skoro historycy wyliczyli …”) i wzywa Polaków do „prawdziwej refleksji” nad nią.
Liczba „120 tys.” jest nowa. Rok temu Gross wymieniał „200 tys.”, z czego się potem wycofał do „kilkudziesięciu tysięcy”; Skąd Śpiewak tę liczbę ma? Wziął ją z centralnej wytwórni antypolskich oszczerstw, jaką jest Centrum Badań nad Zagładą Żydów przy Polskiej Akademii Nauk, czynne od ośmiu lat. Kieruje nim Barbara Engelking-Boni, psycholożka i żona ministra Boniego. Centrum stosuje różne chwyty politycznego marketingu, a jednym z nich jest żonglerka sfingowanymi liczbami.
W latach 2007-2010 Centrum realizowało „program badawczy” o nazwie „Ludność wiejska w GG wobec Zagłady i ukrywania się Żydów 1942-1945”, finansowany przez The Rotschild Foundation Europe, Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego RP, oraz Conference on Jewish Material Claims against Germany. Owocem są trzy książki wydane w 2011 roku przez Centrum.. Ich tytuły mówią za siebie: B. Engelking „Losy Żydów szukających ratunku na wsi polskiej 1942-1945”; J. Grabowski „Judenjagd: polowanie na Żydów 1942-1945”; praca zbiorowa (red. B. Engelking) „Zarys krajobrazu: Wieś polska wobec zagłady Żydów 1942-1945”.

Jak działa Centrum, to pokazuje wywiad z jego szarą eminencją Aliną Skibińską, od 1996 r. pracowniczką Muzeum Holokaustu w Waszyngtonie i jego przedstawicielką na Warszawę. Wywiad z nią ma tytuł „Chłopi mordowali Żydów z chciwości” („Rzeczpospolita” 13.01.2011) i usilnie broni Grossa. Na pytanie „czy Gross te 200 tysięcy wymyślił”, Skibińska odpowiada: „Nie, to jest oparte na pewnej kalkulacji. Szacuje się, że około 10 procent polskich Żydów uciekło. Daje to więc co najmniej 250 tysięcy osób. Skąd taka pewność u tej Skibińskiej i owe „10 procent”? Engelking-Boni w rozmowie z PAP-em 10.02.2011 tak tłumaczy ową liczbę Żydów, którzy próbowali się ratować: „historyk Szymon Datner oceniał, że było ich około 10 proc., czyli około 250 tysięcy Żydów. 40 tys. z nich przeżyło wojnę”. (Miesiąc wcześniej u Skibińskiej było 60 tys., ale tę rozbieżność pomińmy.)

Śpiewak całe te 120 tys. przypisuje ryczałtem Polakom i pod firmą ŻIH puszcza tę liczbę w świat. Złą wolę tu widać, ale nam chodzi o co innego: o te 10%, na których całe to żydowskie oszczerstwo stoi.

Ta niewielka książka Datnera (podtytuł: „Karta z dziejów ratownictwa Żydów w okupowanej Polsce”), jest źródłem ostatnim; Datner nie próbuje tu niczego oceniać procentowo, nie robi żadnych wyliczeń. Wypowiada luźne „przypuszczenie” i to wszystko. Z tego ogólnikowego i niezobowiązującego przypuszczenia zrobiono potem na kolanie konkretną i okrągłą liczbę „10 %”, nadzwyczaj poręczną propagandowo. U Datnera tych „10 procent” nie ma. Liczba ta jest czystym zmyśleniem, a branie jej za punkt wyjścia do jakichkolwiek wnioskowań czy dyskusji dyskwalifikuje je z góry metodologicznie.

Polska profesura milczy. Milczą zwłaszcza członkowie Polskiej Akademii Nauk, którzy in corpore własnymi nazwiskami poczynania tego pseudo-naukowego „Centrum PAN” firmują”.

Równie „naukowo” naukowcy z ŻIH mogli oszacować, że Niemcom uciekło 20 % Żydów, by następnie znaleźć śmierć z rąk polskiej dziczy. Wtedy liczba ofiar wynosiła by efektowne pół miliona.
Kłamstwa paru osób (pracujących za nasze pieniądze) idą w świat podparte autorytetem Polskiej Akademii Nauk, a rzesza „badaczy Holokaustu” powiela je jako „naukowe ustalenia zaczerpnięte u źródeł”.

The Rotschild Foundation nie udzieli grantu żeby zbadać, ile polskich ofiar mają na sumieniu żydowscy współobywatele na Kresach podczas sowieckiej okupacji w latach 1939 – 1941. Większość „tylko” donosiła do NKWD, ale są i tacy, którzy osobiście mordowali. Znamy sporo nazwisk oprawców i ofiar (ofiarami przeważnie byli urzędnicy polskiej administracji), daty i miejsca zbrodni – Kobryń, Dobromil, Łuck i wiele innych miejscowości. Przez analogie do wydanej w 2010 roku książki „Koniec niewinności: Polska wobec swojej żydowskiej przeszłości” (przekład z francuskiego), można by napisać „Koniec żydowskiej niewinności”. Było by to jednak żałosne licytowanie się na zbrodnie. Poza tym nie domagamy się od Izraela żadnych kontrybucji.

Jest też banalniejsza przyczyna antypolonizmu. Cała młodzież szkolna w Izraelu jeździ z pielgrzymkami do Auschwitz. Wycieczki te są zawsze zabezpieczone przez uzbrojonych ochroniarzy (czy obecność uzbrojonych osobników obcego państwa na terenie Polski w ogóle jest legalna?). Młodzież jest instruowana by nie oddzielać się od grupy, nie zbliżać się do krajowców i nie rozmawiać z nimi (mogą zamordować). W ten sposób kolejne pokolenia Izraelczyków zostały zindoktrynowane, a niechęć do Polaków została niemal „wprasowana” w ich geny. Firmy ochroniarskie eskortujące wycieczki są zainteresowane w podtrzymywaniu poczucia zagrożenia. Warto wiedzieć, że biznes ochroniarski to ważna część gospodarki Izraela, bo Izraelczycy uchodzą za najlepszych ekspertów od terroryzmu. To dlatego na wszystkich statkach wycieczkowych odpowiedzialnymi za bezpieczeństwo pasażerów są zawsze oficerowie z Izraela.

Kłamstwo na służbie

Chrześcijanie są niewolnikami prawdy („prawda was wyzwoli”). Kłamstwo w naszej kulturze ma bardzo złe notowania. Jeszcze do niedawna kłamcy nie podawało się ręki. Z punktu widzenia ludzi innych kultur dziwaczne chrześcijańskie przywiązanie do obiektywnych faktów utrudnia racjonalne działanie. Wiem jak kłamią Semici, bo mieszkałem 4 lata w Kairze. U Semitów (i ich pojętnych uczniów – komunistów) liczy się skuteczność, a kłamstwo jest zbyt cennym narzędziem, aby z niego nie korzystać.
(Christopher Story o ministrze spraw zagranicznych ZSRR Kozyriewie: „ani jedno jego słowo nie było prawdą”.
Cz. Kiszczak: „nigdy nie widziałem teczki Wałęsy”).
Prawda jest ryzykowna i może zabić. O naszym przywiązaniu do prawdy wiedzieli funkcjonariusze NKWD. Często po ich słowach „pan – polski oficer kłamie?” Polak zaczynał mówić prawdę.

Ponieważ posiadanie w rodzinie ofiary Holokaustu nobilituje towarzysko, przywódca izraelskiej opozycji Jair Lapid mówił, że jego babkę zabili „Niemcy z Polakami”, choć obie jego babki przeżyły wojnę i nie miały nic wspólnego z Polską.
Z kolei Joel Merqui – przewodniczący Żydowskich Gmin Wyznaniowych we Francji w audycji telewizyjnej użył figury retorycznej: „Hiszpanie wygnali Żydów, którzy uciekli do Polski, a Polacy ich zagazowali”. Nikt z obecnych w studio nie zaoponował.
Niejaki Ronen Bergman zadał premierowi Morawieckiemu na konferencji w Monachium prowokacyjne pytanie, po którym został nagrodzony huraganem braw. W jego opowieści matka nauczyła się polskiego w szkole i podsłuchała rozmowę sąsiadów itp. Kłamstwo było oczywiste – w polskich szkołach nie uczyły się 5 letnie dzieci, a tyle musiała by mieć jego matka w czasie wybuchu wojny. Bergman jest specjalistą od spraw wywiadu i autorem książek na ten temat. Nie ulega wątpliwości, że jest funkcjonariuszem „pod przykryciem” i był zadaniowany. Jego wystąpienie miało podobny cel jak audycja TVN o obchodach urodzin Hitlera. Chodzi o sprowokowanie Polaków. Może uda się zorganizować jakiś pogrom?

Awantura wokół ustawy o IPN i nagłośnienie jej na cały świat przez potężne tuby propagandowe miało też dobre strony. Uświadomiło nam faktyczny zakres naszej suwerenności. I nawet nie musimy pytać o co chodzi. Wiemy, że chodzi o pieniądze. O wielkie pieniądze. Nasze pieniądze.


Źródło: http://niepoprawni.pl/blog/leopold/antysemityzm-jako-polski-znak-towarowy

©: autor tekstu w serwisie Niepoprawni.pl |

Dzwonimy do posła upominając go w sprawie projektu #ZatrzymajAborcję

0
#zatrzymajaborcje

#ZATRZYMAJABORCJĘ jest to obywatelski projekt ustawy, który poparło ponad pół miliona Polaków, złożony do sejmu 30 listopada 2017 r. przez Fundację Życie i Rodzina Kai Gondek. Projekt do dzisiaj nie został procesowany, politycy ociągają się z uchwaleniem tej ustawy, co w konsekwencji przekłada się na kolejne unicestwianie niewinnego życia, dlatego potrzebne jest nasze wsparcie i działanie.

Po pierwsze działamy – rozmowa telefoniczna

Na specjalnie założonej stronie zadzwondoposla.pl możemy zobaczyć listę posłów odpowiedzialnych obecnie za dalsze procesowanie projektu. Zachęcamy do zatelefonowania do wybranych przez siebie osób, a także poprosić o to swoich bliskich i znajomych. Takie działanie jest potrzebne, aby posłowie obecnie decydujący o losach projektu #ZATRZYMAJABORCJĘ poczuli, że ich wyborcy interesują się poczynaniami swoich reprezentantów w sprawie ochrony życia. Nie możemy zgodzić się na bierne podejście do sprawy życia dzieci, którym obecnie skutecznie uniemożliwia się przyjście na świat!

Udało się również uruchomić Call Center Fundacji RiŻ i przez nie oddziaływać na opinię publiczną w celu przynaglenia posłów do uchwalenia projektu #ZATRZYMAJABORCJĘ. Specjalnie powołany zespół już dzielnie pracuje, aby zrealizować postawione przed nim cele. Konsultanci każdego dnia wykonują ogromną liczbę telefonów, by informować ludzi o blokowaniu przez posłów projektu #ZATRZYMAJABORCJĘ. Wzywają także do telefonowania do polityków, aby jak najszybciej podjęli pracę nad ochroną dzieci zagrożonych aborcją.

Bezczynność polityków to przyzwolenie na zabijanie dzieci

Nie możemy pozostać bierni wobec postawy posłów podczas ostatnich obrad Komisji Polityki Społecznej i Rodziny, które odbyło się w dniu 11 kwietnia br. Uciekają oni od odpowiedzialności i właśnie przez brak działań z ich strony giną kolejne dzieci.

Poseł Joanna Borowiak wobec zabijania dzieci

Poseł Joanna Borowiak na swoim profilu na facebooku umieszcza zdjęcia z papieżem i powołuje się na wiarę chrześcijańską, ale jako jeden z decydentów i osób głosujących nad dalszym procedowaniem naszego projektu #ZATRZYMAJABORCJĘ w dniu 11 kwietnia br. nie pojawiła się na Komisji Polityki Społecznej i Rodziny.

Poseł Halina Szydełko i aborcja eugeniczna

Halina Szydełko swój mandat poselski otrzymała przede wszystkim dzięki wieloletniemu zaangażowaniu w działalność katolicką. Krótko po wyborach zapewniała swoich wyborców, że w Sejmie RP będzie reprezentować nie tylko swój region, ale także środowisko Akcji Katolickiej, która jak stwierdziła ma do spełnienia ważną rolę w realizacji apostolskiej misji Kościoła w polskim życiu publicznym. Szczerość deklaracji zweryfikował obywatelski projekt #ZATRZYMAJABORCJĘ. Poseł Szydełko przyszła na komisję, a na samo głosowanie w sprawie #ZATRZYMAJABORCJĘ wyszła i wróciła zaraz po nim! Cóż, polityka to miejsce, gdzie należy działać, a deklaracje nie zastąpią czynów.

Dwie twarze ministra Sasina

Jacek Sasin, szef Komitetu Stałego Rady Ministrów, zapytany o losy projektu #ZATRZYMAJABORCJĘ próbował wyjaśniać dlaczego Prawo i Sprawiedliwość zwleka z uchwaleniem prawa ratującego życie niepełnosprawnych dzieci. Jego wypowiedź szokuje chyba jeszcze bardziej niż niedawne zachowanie członków sejmowej Komisji Polityki Społecznej i Rodziny. Co takiego powiedział, co wywołało w nas niepokój?

Na samym początku, Jacek Sasin postanowił wytłumaczyć swoim wyborcom zawiłości dwójmyślenia, coraz bardziej powszechnego zresztą wśród posłów partii rządzącej. Stwierdził, że prywatnie uważa aborcję eugeniczną za zło, ale jako polityk nie może dążyć do jej zniesienia ze względu na bliżej nieokreślony „brak poparcia społecznego”. Czyżby Jacek Sasin przegapił w ubiegłym roku newsy o złożeniu rekordowej w historii liczby ponad 830 tysięcy podpisów pod projektem obywateli, ponad ośmiokrotnie więcej niż polskie prawo uznaje za limit wymaganego poparcia społecznego dla zmiany prawa? Może dla ministra Sasina głosy zwolenników aborcji są więcej warte, bo jak widać zebrane przez nich 200 tysięcy podpisów i jednorazowy protest na 20 tysięcy osób uznał za miażdżący sprzeciw wobec zmiany prawa aborcyjnego?

Dziennikarze wzywają do uchwalenia ustawy #ZATRZYMAJABORCJĘ

Ogromna grupa ludzi pracujących w sferze medialnej, która nie zgadza się na obecną sytuację i bezpodstawne wstrzymywanie prac przez Komisję Polityki Społecznej i Rodziny projektu #ZATRZYMAJABORCJĘ, publicznie opowiedziała się po stronie tej ustawy. Wyrazili oni swój sprzeciw i wzywają posłów do jak najszybszego uchwalenia zakazu aborcji wobec osób niepełnosprawnych. Pełną listę dziennikarzy popierających projekt można znaleźć na stronie zycierodzina.pl/2018/04/11/dziennikarze-wzywaja-do-uchwalenia-ustawy-zatrzymajaborcje/

Po drugie działamy – modlitwa

Najskuteczniejsza broń przeciw mocom zła. Leszek Dokowicz pisze:

Podczas prac nad filmem dokumentalnym pt. “Cywilizacja aborcji” spotkaliśmy w różnych krajach wiele niezwykłych osób bardzo oddanych sprawie obrony życia. Jedną z nich jest założyciel organizacji Helpers of God`s Precious Infants, ksiądz z Nowego Jorku Philip J. Reilly.

Przez ponad trzydzieści lat walczył on wszelkimi metodami o zatrzymanie tego przypływu śmierci. Blokowano dostęp do klinik aborcyjnych, organizowano konferencje, demonstracje uliczne, jako protest nie płacono podatków.

Mimo tak wielkich wysiłków okazało się, że świadomość ludzi wciąż malała. Z roku na rok dokonywano coraz więcej aborcji.

Po 20 latach zmagań zrezygnowany ksiądz Reilly usiadł przed Najświętszym Sakramentem i powiedział Panu Bogu:

„Poddaję się, ja nie mogę tego więcej robić, przecież już wszystkiego próbowałem”

– i wtedy usłyszał wyraźny głos:

„Dlaczego nie próbujesz się modlić? Dlaczego modlitwa nie jest na pierwszym miejscu?”.

Te słowa wywołały u niego potężny wstrząs. Ksiądz Reilly przemyślał wszystko i postanowił zmienić zupełnie sposób działania: najpierw modlitwa i post oraz ofiara cierpienia.

W pobliżu klinik aborcyjnych zaczęto wynajmować pomieszczenia, w których zorganizowano kaplice. W kaplicach tych zmieniające się co godzinę dwie osoby prowadzą wieczystą adorację Najświętszego Sakramentu. Łącznie 48 osób na dobę.

Nieopodal, przed drzwiami kliniki aborcyjnej w godzinach jej otwarcia, na wchodzące tam kobiety czekają następne dwie osoby. Jedna modli się na różańcu o przemianę serca, a druga stara się nawiązać rozmowę z wchodzącymi.

Kiedy rozpoczynano tę walkę o życie za pomocą modlitwy, już jedno uratowane dziecko sprawiało radość, a obecnie na przykład w samym tylko Nowym Jorku co roku około 5000 kobiet wybiera życie.

Ten sposób działania sprawił, że w ciągu kilku lat zamknięto w USA dziesiątki klinik aborcyjnych.

Ksiądz P. Reilly mówi, że co do liczb w całych Stanach, to stracił już rachubę. Również w Europie znaleźli się ludzie, którzy przyjęli ten sposób działania. Na przykład w samym tylko Wiedniu co roku ratowanych jest około 4,5 tysiąca istnień ludzkich.

Co pokazuje ta historia? Otóż to, że nie chodzi tu o zwykłą ludzką walkę, ale że jest to walka duchowa, w której uczestniczą po obu stronach moce znacznie przewyższające możliwości człowieka.

Tylko poprzez całkowite oddanie się jak największej liczby ludzi do dyspozycji Boga Jego wszechmocna miłość będzie mogła przemieniać ludzkość, przezwyciężać złe moce i w decydujący sposób wpłynąć na kondycję świata, w którym żyjemy.

Grzech aborcji również w Polsce

Jest jeszcze drugi, ważniejszy, wymiar tej sprawy. Zarówno Jan Paweł II, jak i Matka Teresa z Kalkuty mówili wyraźnie, że nie ma na świecie większego grzechu niż grzech aborcji, a według danych WHO (Światowej Organizacji Zdrowia) w ciągu ostatnich trzydziestu lat na świecie dokonano około miliarda aborcji. Oznacza to, że co siódmy człowiek został zabity w łonie swojej matki…

Opieszałość polskich ustawodawców przyczyniła się już do kolejnych aborcji. 30 listopada 2017 r. złożono w Sejmie projekt ustawy #ZATRZYMAJABORCJĘ. Tylko od tego czasu w polskich szpitalach lekarze zabili kilkaset dzieci. Więcej informacji sprawdź na stronie zatrzymajaborcje.pl

Nie zapomnijmy “Jak Kuba Bogu, Tak Bóg Kubie”, aborcja nie jest tematem zastępczym.


źródła:

Teoria ewolucji traci wzrok

0
teoria ewolucji traci wzrok

W naszych podręcznikach, w telewizji, encyklopediach i w potocznym myśleniu ciągle przewija się pojęcie ewolucji biologicznej – procesu, w wyniku którego samoistnie powstały skomplikowane istoty żyjące. Kłopot polega na tym, że technicznie proces ewolucji biologicznej jest niemożliwy. Posłuchaj dlaczego teoria ewolucji traci wzrok.

Podam bardzo prosty przykład: narząd widzenia, czyli oko. Ewolucjoniści zbywają zagadnienie ewolucji oka za pomocą prostego schematu, dostępnego nawet w Wikipedii. Wyjaśnienie do schematu jest następujące:

„Według biologów tak mogła wyglądać ewolucja oka człowieka. Początkowo w naskórku pojawiła się plamka światłoczuła, która pozwalała prymitywnemu strunowcowi pełznąć w kierunku światła.

Potem losowa mutacja doprowadziła do powstania wgłębienia, które zwiększyło dokładność w określaniu kierunku źródła światła. W kolejnym etapie naskórek przesłonił prawie całe światło pozostawiając tylko mały otwór…”.

Fajne, nie?

„Pojawiła się plamka światłoczuła, która pozwalała prymitywnemu strunowcowi pełznąć w kierunku światła”.

Chciałbym to zobaczyć. Samoczynne bowiem

„pojawienie się plamki światłoczułej”

musiałoby być cudem, chyba że nastąpiło w wyniku Aktu Stworzenia. Nie uważamy bowiem za cud tego, że inżynierowie stworzyli kamery cyfrowe. Prawdziwym cudem byłoby, gdyby powstały one same, bez udziału inżynierów…

Co to jest owa „plamka światłoczuła”? Jakiś drobiazg, prawda? Przeczytajmy jednak, jak następuje przetwarzanie sygnału świetlnego w sygnał elektroniczny, odbierany potem przez mózg (pomińmy kwestię analizy informacji, jaka się odbywa w mózgu). Profesor Michael Behe opisuje to następująco:

„Gdy światło pada na siatkówkę, foton oddziałuje na cząsteczkę zwaną 11-cis retinal, która reorganizuje się w ciągu kilku pikosekund do trans-retinal. Zmiana kształtu tej cząsteczki wymusza zmianę kształtu proteiny, rhodopsin, z którą jest ona ściśle związana. Metamorfoza proteiny zmienia jej właściwości.

Otrzymuje ona nazwę metarhodopsin II i przylega do innej proteiny, zwanej transducin. Przed uderzeniem w metarhodopsin II transducin ściśle wiązał małą cząsteczkę zwaną GDP. Kiedy transducin działa na metarhodopsin II, GDP odpada i wtedy inna cząsteczka, zwana GTP, przylega do transducin”.

Nie będę udawał: ja również nie rozumiem tego opisu, mimo że dokładnie go przetłumaczyłem z angielskiego źródła. Nie mam jednak kompleksów, niewielu bowiem jest specjalistów, którzy dokładnie wiedzą, jak to działa.

Mimo to mamy ogromną liczbę biologów, którzy są przekonani, że ten skomplikowany układ przetwarzania sygnału świetlnego (czyli fali elektromagnetycznej o ściśle określonej częstotliwości) powstał samoistnie, w procesie ewolucji.

Co więcej, ludzie ci są przekonani, że w wyniku „przypadkowych mutacji” układ ten się rozwijał i ewoluował w coraz to nowsze, coraz bardziej skomplikowane struktury. Jednak żaden element tej struktury oka, wytworzony przez ewolucję bez jednoczesnego wytworzenia wszystkich pozostałych, nie mógłby funkcjonować.

Istnienie i przekazywanie potomstwu przez miliony lat tylko fragmentów oka jest sprzeczne ze znanymi faktami i nawet z samą teorią ewolucji [Czyżby teoria ewolucji traci wzrok?].

Ale zastanówmy się jeszcze, co to są te magiczne „przypadkowe mutacje”? Na nich trzyma się obecnie teoria ewolucji, ponieważ każde dziecko wie, że informacja o budowie komórek, tkanek, organów i całych organizmów jest zakodowana w genach – a zmiany w genach nazywane są mutacjami.

Problem techniczny jednak tkwi w tym, że geny są nośnikiem informacji, a tam, gdzie mamy do czynienia z informacją, nie ma mowy o przypadkowości. W tym miejscu teoria ewolucji jest absolutnie bezradna.

Nie istnieje bowiem żaden naturalny proces, który tworzyłby informację.

Widać to na przykładzie kamienia, znalezionego niedawno w Nazarecie. Jego powierzchnia jest pokryta różnymi wgłębieniami, bruzdami i rysami, wśród których wyraźnie można odczytać greckie litery, układające się w słowa: XPE MAPIA (skrót od „Zdrowaś Maryjo”).

Żaden normalny człowiek nie będzie twierdził, że początek „Pozdrowienia anielskiego” powstał na tym kamieniu sam w wyniku milionów lat erozji. Jest to bowiem informacja, zakodowana w pewnym systemie językowym, zrozumiałym dla użytkowników greki, za pomocą konkretnych liter – nośników informacji.

Przypadkowe powstawanie bruzd nie ma nic wspólnego z kodem językowym oraz informacją, którą się przekazuje za pomocą tego kodu.

Ktoś, kto nie zna języka greckiego, nie mógłby ani napisać, ani odczytać tych ośmiu liter w tej kolejności. Przypadek jest wykluczony.

Dokładnie to samo dotyczy kodu genetycznego. Jest to informacja, zakodowana w cząsteczkach DNA i w dodatku zaopatrzona w układy odczytujące tę informację i wykorzystujące ją do budowania białek, komórek, tkanek itp.

Mimo że zarówno aminokwasy, jak i białka mogą powstawać samoczynnie, informacja samoczynnie powstawać nie może. Tym bardziej w zestawie z czytnikami tej informacji oraz układami wykonawczymi, budującymi na jej podstawie białka i komórki.

Osiem liter na poszarpanym kamieniu świadczy o wierze pierwszych chrześcijan w Zwiastowanie Anielskie, które miało miejsce w Nazarecie.

Miliony gigabajtów informacji, zakodowanej w genach istot żywych, świadczą o inteligencji Stwórcy, który swoim słowem powołał materię do istnienia, uporządkował ją i ożywił. Odczytując tę informację, odkrywamy jakby podpis Boga Stwórcy, jak napisano:

„To bowiem, co o Bogu można poznać, jawne jest wśród nich, gdyż Bóg im to ujawnił. Albowiem od stworzenia świata niewidzialne Jego przymioty – wiekuista Jego potęga oraz bóstwo – stają się widzialne dla umysłu przez Jego dzieła, tak że nie mogą się wymówić od winy” (Rz 1,19-20).

„Choć Boga poznali, nie oddali Mu czci jako Bogu ani Mu nie dziękowali, lecz znikczemnieli w swoich myślach i zaćmione zostało bezrozumne ich serce. Podając się za mądrych, stali się głupimi” (Rz 1,21-22).

Wybierając nie-Boga, człowiek jest zmuszony do negowania najbardziej oczywistych faktów i trzymania się teorii, która niewiele wyjaśnia i niewiele ma wspólnego z nauką…


źródło: https://milujciesie.org.pl/techniczny-problem-teorii-ewolucji.html


Więcej o filozoficzno-naukowym podejściu do Boga

Chcielibyśmy nie musieć mieć poglądu na temat Boga. Nie chodzi o to, iż wiemy, że słowo “Bóg” jest terminem pozbawionym znaczenia, albo że pełni ono rolę w grze językowej niemającej na celu ustalania faktów. My po prostu bolejemy nad tym, że słowo to jest tak często używane

czytaj w artykule o śmierci Richarda Rotary “A zatem we wszystkim właściwie się myliłem?”

Bóg nie jest tolerancyjny, Bóg jest cierpliwy

0

W kazaniu ks. Grzegorza Śniadocha, katolickiego księdza wiernemu tradycji, wybrzmiewają słowa pełne głębi o Bogu, Jego cierpliwości i tłumaczy czym jest tolerancja. Posłuchajmy.

Tolerancja dotyczy jakiegoś zła

Bóg moi drodzy, nie jest tolerancyjny, Bóg jest cierpliwy. I czeka na poprawę grzesznika. Czeka, czeka, aż do śmierci. I potem koniec. Sąd. Bóg nie jest tolerancyjny, Bóg jest cierpliwy. Tolerancja bowiem, ma za swój przedmiot zło, dotyczy zła, którego nie można usunąć. Miłosierdzie zaś dotyczy grzesznika, który chce zerwać z grzechem i pokutuje. I żałuje za swoje grzechy. Tolerancja jest pochodną cnoty roztropności, która czasem zaleca aby chwastu nie wyrywać, aby pozwolić rosnąć aż do żniwa. I wtedy będzie rozdzielenie dobra od zła – i nic się nie prześliźnie wobec bożych żeńców

Miłosierdzie zaś pochodzi z miłości i prawy chrześcijanin powinien być jak najmniej tolerancyjny – bo do tolerancji można być jedynie zmuszonym – a my nie lubimy być zmuszani do czegokolwiek, zwłaszcza do zła. A więc powinna być owa tolerancja jak najmniejsza i jak najkrótsza. Ona zawsze dotyczy jakiegoś zła, którego się na nas wymusza, abyśmy to znosili nie mogąc wyrwać. Natomiast miłosierdzie winniśmy okazywać zawsze.

Na pierwszym miejscu stoi miłość Boga. Czym jest owa miłość Boga? Czym jest owa miłość całego serca, myśli, ze wszystkich uczynków. Św. Jan umiłowany uczeń Pański, który w swoim liście odpowiada nam w słowach:

Miłość zaś polega na tym, abyśmy postępowali wg Jego przykazań. Kto ma przykazania moje i zachowuje je ten mnie miłuje.  Mówi Zbawiciel.

Powiedziałem już, że przykazania Boże zastąpiono prawami człowieka maskując to rzekomym miłosierdziem i pochylaniem się nad człowiekiem. “Człowiek drogą kościoła”. “Trzeba być otwartym na dialog”. Za tymi i podobnymi hasłami, które są pewnym maskowaniem chce się zamaskować antropocentryzm, który od ok. 60-ciu lat zapanował w kościele. Tak jakby wcześniej kościół nie pochylał się nad człowiekiem. To jest jakiś absurd. Za co my czcimy świętych? Bóg właśnie posługuje się dobrymi chrześcijanami.

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!